Ewolucja MLM

ePub czas dodania: 2013:07:08 16:59 komentarzy 0
"Dolary. Miliony dolarów. Mercedes. Wakacje w tropikach. Wszystko na wyciągnięcie ręki!" - Własnych słów kilka o marketingu sieciowym i jego /ewolucji/.

Był ciepły wakacyjny, lipcowy poranek. Jak co dzień uraczony wspaniałą słoneczną pogodą postanowiłem obowiązkowo, choćby się waliło i paliło, wyjść na dwór. Krótki telefon do znajomej - "tak? tak.". Jesteśmy umówieni. Przejażdżka rowerowa. Coś wspaniałego. Trasa zaplanowana. Ruszamy.

Jechaliśmy do mieściny nieopodal, w międzyczasie rozmawiając o wszystkim i o niczym. Nagle pojawił się temat jej chłopaka i tego czym się zajmuje. O cztery lata starszy, pracownik jakieś fabryki. Zajmuje się w wolnym czasie dystrybucją kosmetyków. Jak się później okazało - FM Group. To był dzień, chwila w której postanowiłem sprawdzić - czym jest MLM i jak działa, a konkretnie skupiłem się na FM Group. Zacząłem zgłębiać temat, bo faktycznie z pozoru wydawał się to mega fajny biznes.

Na szczęście - w żaden nie wszedłem :-). Dlaczego?

FM Group - stage 1

Praca w FM Group była w pewnym sensie prosta. Chodziło o sprzedawanie kosmetyków, gdzie ty jako dystrybutor sprzedajesz produkty które zamawiają twoi znajomi, przyjaciele. Jeśli byłbyś ambitnym dystrybutorem, mógłbyś zbudować swoje drzewo. Werbując nowych dystrybutorów, mógłbyś zarabiać ekstra procent od produktów przez nich sprzedawanych.Tak na prawdę schemat werbowania ludzi "pod siebie" jest ten sam lub bardzo podobny w każdym MLM-ie z którym później się spotkałem.

Praca w FM była motywowana fajnym, szybkim i całkiem luźnym zarobkiem. Zarabiasz % od sprzedaży, więc twoje zarobki są elastyczne. Pozwala to pogodzić FM z pracą na etacie... bla bla bla. Poza tym sprzedajesz kosmetyki, które są tańsze niż te w sklepach. Pięknie!

Gdzie więc minusy? Szybki zarobek, elastyczny czas pracy, elastyczne zarobki. Możliwość awansu na wyższy poziom, możliwość generowania pasywnego dochodu na swoim drzewku.

Ktoś kiedyś powiedział, że w życiu są rzeczy, których nie da się kupić za pieniądze i jest w tym ziarno prawdy. Wyobraź sobie, że połowa twoich dobrych znajomych - bo tacy wejdą najchętniej w twoje drzewko - spotyka się z tobą już nie towarzysko, żeby pogadać o życiu, znajomych, ale rozmawiają z tobą tylko o obrotach, o produktach, o kosmetykach. Nie spotykasz się z nimi już na luzie. Ci ludzie to już nie tylko twoi znajomi. To twoje źródło dochodu. Znajomy = procent od sprzedaży = kasa. Cóż, można przeżyć...

Odszkodowania DRB - stage 2

Innego dnia tych samych, słonecznych wakacji, ta sama znajoma zadzwoniła do mnie "słuchaj, jutro o 12 spotkanie MLM" ( tu i tu). To było moje pierwsze spotkanie twarzą w twarz z gościem, który wydawał się na dobre wkręcić w biznes. Przez dwie godziny opowiadał o swojej pracy. O odszkodowaniach w Ameryce, złotym lądzie gdzie dolary przelewa się w każdej gospodzie wiadrami. A kasę z odszkodowań przywożą cysternami.

On z kolei w przeciwieństwie do tego co (ponoć) odbywało się na spotkaniach z FM-owcami zastosował pewien rodzaj maskowania i samo-usprawiedliwiania swojego biznesu. To już nie była sprzedaż produktu, ale pośredniczenie w usłudze. Tu nie chodziło o sprzedanie produktu i pobraniu prowizji, ale o polecenie usługi. Oczywiście o tym się bezpośrednio nie mówiło. Tutaj właśnie jest jedna rzecz, która moim zdaniem w MLM wyewoluowała.

Kiedyś brat powiedział mi coś takiego co wyczytał w jednym ebooku (o NLP?) - nie pamiętam tytułu - że sprzedając odkurzacz nie sprzedajesz komuś produktu, ale sprzedajesz zadowolenie z czystego domu i zdrowia, bo w końcu czysty dom to zdrowie. Podobny zabieg stosował rzeczony człowiek, który prawił o odszkodowaniach.

Pomagaj ludziom. Ratuj ludzkie życie, walcząc jak lew o odszkodowania na leczenie, na rehabilitacje, na życie. Boże! Takie piękne! Nic tylko wejść jak Mojżesz boso w ten anielski biznes. 

Pochłonięci wizją pomocy i przy okazji wielkiej kasy, łatwo możemy zapomnieć o najbardziej podstawowych rzeczach. Nie myślimy już racjonalnie. Myślimy uczuciami. To jest gra na uczuciach, której oczywiście wszyscy w MLM się wypierają. Pomagają ludziom - a jaka to gra na uczuciach, to przecież są fakty. 

Pierwsza rzecz to, to tak jak w FM-ie. Robimy biznes na znajomych, na rodzinie. To oni są najłatwiejszym zarobkiem, oni pierwsi zgłoszą się po wypadku, oni ci zaufają. Na ile wmawianie sobie - wiara w to że sprzedajemy uczucia jest dobra i nie jest oszustwem, o tyle ten MLM nie ma więcej wad, poza tymi które opiszę na /czwartym poziomie/.

Suplementy diety - stage 3

Minął rok. Kolejne wakacje. Sam wiedziałem już trochę o MLM, bo przez ten rok spotkałem sporo osób zajmujących się FM, DRB i podobnymi. Jest niedzielne popołudnie. Kończę projekt jednej kasiastej aplikacji. Piszę do mnie na Facebook-u znajoma z liceum. "Spotkajmy się! Mam dla ciebie mega interes. Duża kasa. Dla tej pracy znajomy zrezygnował z pracy!" Od początku widzę co się święci. Pytam czy to MLM, nie dostaje odpowiedzi. Domyśliłem się, że to o to chodzi. Nowa sieciówka? Pomyślałem, że spotkam się - dowiem co to jest. Pohejtuję trochę. Dla sportu!

Spotykamy się w jednej z Puławskich pizzerii. Na wejściu mówię, że nie jestem zainteresowany wejściem do biznesu. Oczywiście dostaje serie pytań dlaczego, w końcu to mega interes. Na kolanie formułuje listę argumentów. Torpedowanie. Prawdę mówiąc jestem zaskoczony, bo całą rozmowę można by potraktować jak dobrą dyskusję z drobnym ale. Człowiek z którym rozmawiam, podobnie jak moja znajoma są w pełni przekonani o zajebistości i świętości tego co robią. To jest jedna z tych rzeczy która mi dała sporo do myślenia. Ludzie, dostając jakąkolwiek gotówkę momentalnie budują przywiązanie do takiej pracy. Są dużo bardziej otwarci i są na prawdę w stanie uwierzyć w to, że to co robią jest faktycznie sprzedawaniem szczęścia. Ale moment! W naszej rozmowie sukcesywnie zaprzecza się jakoby to co robi się w tej sieciówce było sprzedażą! Cóż. Bzdura. Sprzedaż przez polecenie to nadal sprzedaż. Mimo to dalej słyszę, że to nie jest sprzedaż produktów. Nie słyszę nic na temat faktycznego działania, czyli polecania produktów (techniki polecania pewnie są omawiane później, gdy już wierzysz, że to co robisz jest zajebiste). 

Nasuwa się proste pytanie - jeśli ci ludzie faktycznie w to wierzą to czy nie można by było powiedzieć, że MLM tak na prawdę ryje beret? W końcu ludzie są w stanie zrobić wszystko dla pieniędzy.

Tutaj byłbym skłonny sformułować jeden wielki zarzut w stronę wszelkiej maści sieciówek. Mianowicie - rycie beretu:)!

Każda duża firma chce maksymalizować sprzedaż. Stosuje się różne techniki. W DRB było coś co miało nazwę punktów i poziomów. Można powiedzieć - mechanizmy gryfikacji. Gdzieś dalej ludziom na któryś z rzędu szkoleniach poleca się książki o sprzedaży, o psychologii konsumentów, o wywieraniu wpływu. Motywując ludzi pieniędzmi lub wiarą w szlachetny czyn (vide ratowanie życia przy DRB), szkoli się sprzedawców. Sprzedawca ma poświęcać swojemu biznesowi maksymalnie dużo czasu, ma angażować maksymalnie dużo ludzi, ma sprzedawać jak najwięcej!

Ktoś jednak w tym wszystkim zapomina, że na samym końcu. U samych fundamentów całej tej budowli, czego byśmy nie robili - ratowali życia, sprzedawali tanich produktów -  jest sprzedaż i tak na prawdę cała praca w MLM - sprzedaż perfum, polecanie odszkodowań, polecanie suplementów - nie różni się niczym od pracy sprzedawcy za kasą w markecie, akwizytora wciskającego ludziom odszkodowania/suplementy.

W tym momencie warto zastanowić się nad jeszcze innym aspektem całego tego biznesu. Mianowicie na...

/Dwóch płaszczyznach MLM/

Pierwsza płaszczyzna to finanse jako takie. Patrząc chłodnym okiem na FM, to jest dobry biznes na którym można dorabiać do pracy na etacie, albo po prostu zarabiać. Pieniądze są, choć bez szału. Można założyć, że to się opłaca.

Jest też druga płaszczyzna na której żaden MLM się nie opłaca to zdrowe, ludzkie spojrzenie na to co robimy. Możemy nie werbować do biznesu rodziny, znajomych. Możemy próbować dzielić świat biznesu od życia prywatnego. W końcu w normalnej pracy też to się dzieje (choć mniej!) i trzeba to robić. Ale MLM nadal może się nam nie opłacać, jeśli się nie rozwijamy. Każda praca, jeśli robimy to co lubimy robić daje rozwój. Zwłaszcza, jeśli jest się młodym ambitnym człowiekiem. W MLM prawdziwe kokosy robią ludzie którzy mają do tego smykałkę i talent. Reszta nie odniesie tu sukcesu. Większość nie odniesie tu sukcesu. Warto więc zadać sobie pytanie czy praca w sieciówkach nie jest na prawdę stratą czasu i czy nie warto tego czasu poświęcić na rozwój swojej osobowości, czy na założenie własnego niezależnego biznesu.

 

MLM ewoluuje. Sporo się zmienia. Zmienia się podejście do sprzedawcy. Testowana jest cała masa nowych technik motywowania, sprzedaży. Kto wie w którą stronę poruszy się ta potężna machina. Osobiście z wielkim uwielbieniem będę chodził na kolejne spotkania z budowniczymi drzewek i sprzedawcami.

Darz bor!

Tagi

licznik: 1649 + 0 / 0 - promuj
captcha
x

Zgłoszenie komentarza

dodaj komentarz

x
komentarzy: 0 kolejność: wg punktacji najstarsze najnowsze